Styczeń w kwadracie

No to odhaczyłam pierwszy miesiąc nowego roku. Tym razem poleciałam po całości, bo miałam dla Was aż 9 nowych wpisów. Oprócz nowych przepisów, zaczęły pojawiać się teksty, które są tymi „nie tylko od kuchni” ;) A w planach jest jeszcze kilka nowych rzeczy, które mam nadzieję, że wdrożę w życie, ale potrzebuję Was. Ktoś w końcu musi to wszystko czytać ;) Dzisiaj rzutem na taśmę pokażę swój styczeń w kwadratach Instagrama. Czyli więcej oglądania niż czytania.

W styczniu odwiedziłam tylko jedną nową miejscówkę na mapie Poznania, za to więcej siedziałam w kuchni ;) W dni spędzone na wsi u Mamy, bawiłam się w krawcową i sami zobaczycie, że całkiem dobrze mi poszło. Może się okaże, że się z maszyną do szycia nieco zaprzyjaźnimy. No i moja miłość do koloru różowego i kawy pozostała taka sama, a nawet większa, bo dorobiłam się idealnej pidżamy ;)

Zapraszam na styczeń w kwadracie!

1. Na początku stycznia odwiedziłam na kilka dni Kraków i Pasaż, który jest bardziej długi niż szeroki, ale ma to swój urok. Podczas siorbania groka, można przejść się po lokalu i liznąć trochę sztuki w wykonaniu Sztucznych Fiołków. W ogóle chyba miałam dużego pecha, bo stolica Małopolski postanowiła na moje odwiedziny być jednym z najzimniejszych miejsc w Polsce, w tym czasie. Mam nadzieję, że moje wszystkie zarazki zamarzły, bo inaczej uznam, że moje przemarznięcia nie miały sensu! ;) 2. W styczniu mamy tą jedną czarodziejską niedzielę podczas której dumnie nosimy serce na wierzchu. I to wszystko za sprawą jednego gościa w okularach. Dzięki Jurek, że ciśniesz już 25 lat! Sama jestem wcześniakiem (chociaż mam więcej niż 25 lat) i może ja nie korzystałam z tego sprzętu, aczkolwiek znam osoby, których dzieciaki żyją dzięki tym urządzeniom. Warto wrzucić chociażby złotówkę, bo dobro wraca. 3. Teraz wspomniana nowa miejscówka w Poznaniu z naleśnikami – PanKejk. Znajdziemy ją na Mielżyńskiego 21 tuż przy Okrąglaku. Wystrój powala! Neon, stare komody, idealnie komponujące się drewno. Same plusy! A jedzenie? Naleśniki są poprawne. Mój chiński był zawiązany jak sakiewka, co sprawiło, że miałam później suche końcówki, ale farsz w połączeniu z surówką i sosem beszamelowym smakował bardzo dobrze. Mój chłopak zamówił carbonarę i właśnie kiwa głową, że mu smakowało. Wrócimy tam na pewno, bo byliśmy zadowoleni, a mamy ochotę na naleśniki na słodko. Najlepiej z Nutellą z sosem czekoladowym! A co tam! W końcu zapisaliśmy się na siłownię, więc musimy ogarnąć jakąś masę ;) 4. Fontanna na Placu Wolności nawet zimą daje radę i jest dobrym tłem do zdjęć ;) Tylko sam Plac potrafi stać się darmowym lodowiskiem, czego dowiadujemy się dopiero jak upadniemy na tyłek.

1. Zupa pomidorowa ale taka inna niż wszystkie. Mamy frytki z batatów, soczewicę i boczek. Z tym ostatnim składnikiem wszystko smakuje lepiej i nasze życie ma sens. Pewnie ci bezmięsni też mają taką jedną rzecz, która działa na nich, jak na nas boczek ;) Całość znajdziecie tutaj.  2. Powrót do dzieciństwa, ale nie tak do końca. Placki ziemniaczane, a raczej plyndze po poznańsku ze wszystkim tym, co znalazłam w lodówce. Mamy tutaj jajko sadzone, fasolkę w sosie pomidorowym i kawałki boczku. Ten zestaw akurat zajadał mój chłopak, bo ja jestem wierna plyndzom z cukrem. No co? Takie najlepsze! Jeśli nabierze Was ochota, to tutaj szybki przepis ;) 3. Ostatnio chodziły za nami pierogi (nie dosłownie ;)) i było trzeba zaprosić speca do Maleństwowej Kuchni ;) Wpadła Paulina i kątem oka zerkałam i zapisywałam, co i jak ona robi. Teraz mam dla Was ślinotok, ale niebawem sama się z nimi uporam i będzie wpis na blogu! Czekajcie ;) 4. Chałka drożdżowa to mój wymysł, bo „widziałam na Instagramie i też tak chce”. No to mam. A raczej wszyscy mamy, bo tutaj znajdziecie przepis na ten piękny warkocz ;)

1. Różowa pidżama kupiona na potrzeby imprezy sylwestrowej, jest teraz moja ulubioną rzeczą do spania! No spójrzcie na nią i zadajcie sobie pytanie, czy nie jest słodka? I jeszcze kawa jako temat główny aplikacji na niej ;) Mnie kupiła, a raczej – kupiłam ją ;)  2. Kawałek filcu, kilka guzików i Mama zadowolona z nowej rzeczy. Pojemnik ma już 2-3 tygodnie, a jeszcze nie znalazł zastosowania. Słyszę tylko jakie to ładne i filc naczekał się w szafie na swój czas prawie dwa lata. No trochę mi zeszło z tym szyciem ;) 3. O Owacji wspominałam już przy poprzednim podsumowaniu miesiąca ;) Przytulne miejsce na Jeżycach serwuje pyszne jedzenie, a podczas szamania można kartkować piękne książki kulinarne, które ma się ochotę zabrać ze sobą do domu! 4. Bluzę ma Mama, chciałam i ja! Przed Wami moja własnoręcznie uszyta bluza, która już zdobyła przydomek ulubionej :)

Dobra, żartowałam z tą mniejszą ilością tekstu :) ale przynajmniej są ładne zdjęcia! 
Miłego lutego!