Wrzesień w kwadracie

Dopiero, co cieszyłam się z września, słońca, Babiego Lata a tutaj co? Październik już się rozpoczął. Niby mnie udobruchał, bo było całkiem ciepło (jak na jesień), słonecznie, ale już się dobro skończyło. Wiatr się zmógł, coraz więcej liści pod nogami, więc niebawem zacznie się wyliczanie dni bez deszczu, bo tak będzie łatwiej. No i po co kupowałam te sukienki? Coś poszło nie tak!

Sierpień w kwadracie

Niech się przyzna ten, kto zabrał mi cały sierpień! Ale już! Co się stało z tymi dniami? Dopiero planowałam wyjazd z Mamą na wakacje (tak, w wieku 27 lat pojechałam z Mamą na wakacje i… było super!), cieszyłam się nowymi dniami, a teraz jedyne co mi pozostaje, to odliczanie do jesieni. Ta niezbyt ciepła pora roku może nie wzbudzać naszej sympatii, ale u mnie o dziwo wzbudza! Dlaczego? Kupiłam na letniej…

Marzec w kwadracie

W marcu mało się działo na blogu, bo ten miesiąc nie należy do moich ulubionych i raczej wolę zaszyć się w swoich ulubionych miejscach i popstrykać kilka zdjęć niż próbować udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Minęła 1/4 roku i od kwietnia działam ze zdwojoną mocą! 

Luty w kwadracie

Luty minął szybciej niż się spodziewałam. Teraz odliczam do wiosny i do całkowitej wymiany garderoby na wiosenną! No i co najważniejsze, coraz bliżej do kolorowych owóców na talerzu i stania w kolejce do Kolorowej po jedne z najlepszych lodów w Poznaniu! Same dobre rzeczy, ale teraz skupmy się na lutym. 

Listopad w kwadracie

Niedawno odliczałam do urodzin, przyszedł grudzień i zaczynam odliczanie od nowa, tylko tym razem do pierwszej gwiazdki ;) Listopad był bardzo pozytywnym miesiącem, więc czekam by jego następca był przynajmniej taki sam. No ewentualnie o ciut lepszy! Mam dla Was instagramowe podsumowanie i zabieram się za kolejne przepisy, które umilą nam czas do pierwszej gwiazdki :)

Instagramowy maj

W maju jak w gaju? Chyba nie! W maju to wiosennie, zielono i jedzeniowo. Tego ostatniego nigdy nie zabraknie na moim Instagramie. Teraz, gdy siedzę w mieszkaniu, bo na dworze (tak właśnie mówimy w Poznaniu :D) miliony stopni, wspominam jak to fajnie było, gdy termometr wskazywał 25 stopni!